"Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać."
Jan Paweł II
Dzisiaj jest: środa, 20 października 2021 r.
Imieniny: Ireny, Kleopatry, Witalisa

Wyjazd młodzieży KSM w Bieszczady

16 lipiec 2011
Parafia Podwyższenia Krzyża Świętego w HajnówceW końcu nadszedł ten dzień, dzień wyjazdu Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży w góry. 03.07.2011r. o godzinie 06:50 wszyscy spotkali się przy kościele parafialny Podwyższenia Krzyża Świętego w Hajnówce.

NIEDZIELA:
            TAK!. W końcu nadszedł ten dzień, dzień wyjazdu Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży w góry. 03.07.2011r. o godzinie 06:50 wszyscy spotkali się przy kościele parafialny Podwyższenia Krzyża Świętego w Hajnówce, aby zdać bagaże, a następnie uczestniczyć na Mszy o 07:00. Nie łatwo było podnieść się z łóżek młodym ludziom o tak wczesnej porze, lecz wiadomo, że gdy człowiek czegoś chce to jest w stanie tego dokonać.;) Po Mszy Świętej uczestnicy wyjazdu wsiedli do autokaru, a około godziny 08:30 wyjechali w długą drogę, której metą była miejscowość Ustrzyki Górne, znajdująca się w Bieszczadach. Opiekunowie czyli: s. Gabriela, ks. Krzysztof Dobrogowski oraz pan Zbigniew Budzyński zadbali o to, aby wszystko było w jak najlepszym porządku pod każdym względem. Podczas podróży nikt się nie nudził, jedni grali w karty, inni słuchali muzyki lub czytali książki, a jeszcze inni słodko spali. Ok. godziny 19:00 dotarliśmy na wcześniej zaplanowane miejsce, każdy dostał przydział do jakiego pokoju ma się udać i w szybkim tempie rozpakowaliśmy swe bagaże, gdyż już o 20:00 mieliśmy zebrać się na wspólne przygotowywanie kolacji. Nasza, jakże zdolna młodzież przygotowała przepyszne kanapki, które każdy zajadał z uśmiechem na twarzy. Po posiłku był czas wolny dla każdego do godziny 23:00, która rozpoczynała ciszę nocną.

Poniedziałek 04.07.2011 r.

Pierwszy dzień upłynął pod znakiem niespodzianek. Na początku zachwyciliśmy się talentem Pawła, który przyrządził niezwykle smaczną jajecznicę na śniadanie, mimo problemów z gazem. W związku z tym został oficjalnie uznany za doskonałego kandydata na męża. Wstaliśmy wcześnie rano, oczywiście, nie z własnej woli, ale przynajmniej w przyjemny sposób. Obudził nas zespół „Enej”, zmywając z powiek resztki snu. Wybraliśmy się do Komańczy, a dokładniej do Klasztoru Sióstr Nazaretanek – jednego z miejsc internowania ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego. Dzięki spotkaniu z tamtejszą siostrą zakonną wręcz mogliśmy odczuć, jak ważną rolę w życiu narodu polskiego odegrał Prymas Tysiąclecia, zwany „niekoronowanym królem Polski”. Po Mszy Świętej w kaplicy udaliśmy się na przechadzkę do Matki Bożej Leśnej. Nagrodziliśmy fotografa szerokim uśmiechami, po czym pojechaliśmy do Cisnej, by zyskać chwilę cennego czasu wolnego.

Atrakcjom nie było końca – przespacerowaliśmy się nad malowniczy wodospad. Chwile, w których wsłuchani byliśmy w szum górskiej wody, są takie piękne i takie nasze… W nagrodę chłopcy piekli kiełbaski w ognisku na pierwszą wspólną kolację. Deszcz im wcale nie przeszkadzał. Wieczorna modlitwa skończyła się wyznaczeniem ciszy nocnej na 23.00, więc wszyscy posłusznie poszli spać. Tylko rano jakoś część obozowiczów była niewyspana… Może lunatykowali?

Wtorek 05.07.2011 r.

Kochane góry! Tak udało nam się złapać trochę słońca i ruszyliśmy na szlak. Bez zbędnych wątpliwości wskoczyliśmy na ten czerwony. Nigdy go nie zapomnimy. Śniadanie znów jedliśmy na dworze. Przygotowane w altance trwały krócej przez wykorzystanie kuchennego dnia. Dzięki pomysłowości pana Zbyszka jedzenie szybciej trafiało na stół. Szczęśliwców do zmywania wyznaczał ksiądz Krzysztof – niekoniecznie na chybił trafił. Dobrze, więc tego dnia wyruszyliśmy na szlak. Cóż takiego ciekawego spotkało nas po drodze? Właśnie nic specjalnego. Błoto, którego z każdym krokiem przybywało, końcu zmieniło się w rzekę błota. Ale frajda. Na pewno nikt nie bawił się lepiej od nas. Te widowiskowe błotne zjazdy i upadki dosłownie zrównywały nas z ziemią. Nie zważając na trudy wędrówki zdobyliśmy szczyt Halicz – 1333 m n.p.m. Wrażeń nie można opisać słowami. To prostu trzeba przeżyć. Czuliśmy się niezłomni i prawie zdobyliśmy Tarnicę. Nasz bieg na szczyt zatrzymały niesprzyjające warunki pogodowe. Zabraliśmy trochę górskiego błota ze sobą do ośrodka – ot tak, z czystej tęsknoty za następną wyprawą. Niezwykłych doznania emocjonalne na trasie nas wymęczyły. Nikt nie miał ochoty gotować (oprócz księdza), więc obiad każdy zapewniał sobie sam. Po odprężających kąpielach zgromadziliśmy się na wieczornej Mszy Świętej. A potem? Poszliśmy spać. Żeby było jasne- pogoda nie była zła. Ale mogłaby być lepsza.

Środa 06.07.2011 r.

Po rannej pobudce, smacznym śniadaniu i Mszy Świętej, wyjechaliśmy nad Solinę. Mimo deszczowej pogody naprawdę było ciekawie. Wspólnie przeszliśmy się po tamie (zaporze), która utworzyła jezioro Solińskie w latach 1961-1968. W czasie wolnym kupowaliśmy pamiątki i wpatrywaliśmy się w przecudne widoki miasta.

Czwartek 07.07.2011 r.

Ten dzień był dniem odpoczynku. Cały dzień tylko dla siebie był dobrym pomysłem – nie były to stracone chwile. Wspólnie integrowaliśmy się grając w przeróżne gry i miło spędzając czas. Tego dnia również pieszo podreptaliśmy do oddalonego o 6 km Wołosatego, gdzie urządziliśmy sobie konne przejażdżki.

PIĄTEK:
            Pobudka została ustalona na godzinę 07:00, uczestnicy mieli pół godziny na dojście do siebie, gdyż już o 07:30 miała rozpocząć się Msza św. i tak też się stało. Po Mszy wszyscy zjedli śniadanie, aby mieć dużo sił. Na ten dzień ustalono wyjście w góry o godzinie 09:00. Była piękna pogoda, świeciło słońce i wiał ciepły wiatr. Po ok. trzech godzinach zdobyta została Mała Rawka po kolejnej godzinie Duża Rawka. Serca się radowały, gdy można było podziwiać takie widoki. Chętni mogli zejść do Krzemieńca, miejsca w którym schodzą się trzy granice: Polska, Ukraińska i Słowacka. Po wielu przygodach związanych z chodzeniem po górach musiał nastąpić powrót do domu, a raczej miejsca, w którym młodzież wypoczywała. Pierwsza myśl podróżnych po powrocie ? -kąpiel. Ok. godziny 20:00 wszyscy zasiedli do stołu, aby po dniu pełnym przygód spokojnie się pożywić. Tak jak każdego dnia po kolacji wyznaczone osoby pomagały w doprowadzeniu kuchni do idealnego stanu, a następnie był czas wolny do godziny 23:00  

Sobota 09.07.20011 r.

Dzisiaj nikt nie narzekał, że trzeba wstać wcześnie. A trzeba było bardzo wcześnie zwlec się z łóżka. Niektórzy planowali nie spać całą noc – niestety jakoś im nie wyszło… Poranna Msza Święta to ostatni punkt rannego pobytu w Ustrzykach Górnych. Potem czas na ostatnie porządki i noszenie bagaży do autokaru. Co tu dużo mówić będziemy tęsknić za wszystkim: od ciasnych, lecz jakże przytulnych pokoi, przez górskie wędrówki i niemal co dzień towarzyszący nam deszcz, aż do wieczornych śpiewów przy akompaniamencie gitar.

Droga powrotna minęła szybko i dosyć cicho, ponieważ większość błogo spała. Podziękowaliśmy już naszej gaździnie za gościnę, teraz dziękujemy wszystkim, którzy umożliwili nam i dbali o nas podczas tego wspaniałego wyjazdu. Dziękujemy Parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Hajnówce za umożliwienie bycia nam w Ustrzykach Górnych w dniach od 03.07.2011 do 09.07.2011 r., w ramach projektu „Akcja Lato 2011”, finansowanego przez Urząd Miasta w Hajnówce.

Już planujemy następny!!! Do zobaczenia.

 

Opracowali: Monika Tarasiuk, Paulina Śmiarowska, Ada Prusinowska

 

Galeria.

do góry
Copyright © Parafia Podwyższenia Krzyża Świętego w Hajnówce 2011