"Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać."
Jan Paweł II
Dzisiaj jest: wtorek, 19 października 2021 r.
Imieniny: Michaliny, Michała, Piotra

POD TWOJĄ OBRONĘ… 1 cz.

1 sierpierń 2020
Parafia Podwyższenia Krzyża Świętego w HajnówceRozważania dla pielgrzymów duchowych GRUPY SREBRNEJ XXX PIESZEJ PIELGRZYMKI DROHICZYŃSKIEJ NA JASNĄ GÓRĘ 1 – 15 sierpnia 2020 r.

OPRACOWANIE ROZWAŻAŃ: Ks. Zenon Czumaj

I

PRZEZ MARYJĘ

Polskie śluby składane Matce Bożej

Słowo ŚLUB zazwyczaj kojarzy się nam z zawarciem małżeństwa, ewentualnie ze złożeniem profesji zakonnej. Ale pojawia się ono w życiu człowieka także w innych sytuacjach, czasem bardzo dramatycznych. Jefte, o którym czytamy w Księdze Sędziów, przed walką z wrogami zwrócił się do Boga: „Jeżeli sprawisz, że wpadną w moje ręce, wówczas ten, kto pierwszy wyjdzie od drzwi mego domu, gdy w pokoju będę wracał z pola walki, będzie należał do Pana i złożę z niego ofiarę całopalną”. Była to wielka ofiara, bo na powitanie wyszła córka, jego jedyne dziecko (por. Sdz 11,29-40).

Owoce ślubów mogą mieć jednak całkiem inną formę, np. św. Paweł Apostoł w czasie jednej ze swych wypraw ewangelizacyjnych ostrzygł głowę, bo tak przyrzekł (Dz 18,18). Owocem ślubowań jest też wiele świątyń czy przydrożnych krzyży i kapliczek.

Od wieków wypełnienie ślubu odbywało się przez pielgrzymowanie. W 1626 roku, gdy w czasie wojny trzydziestoletniej wojska nieprzyjacielskie oblegały śląskie Gliwice, mieszkanki miasta obiecały udać się do Częstochowy, jeśli ich gród ocaleje. Tak narodziła się najstarsza, tzw. „Ślubowana”, piesza pielgrzymka na Jasną Górę. Podobne początki ma ta, wyruszająca od 1711 roku z kościoła ojców paulinów w Warszawie. Za pierwszym razem w drogę udało się 20 mężczyzn, spełniając obietnicę, złożoną w intencji ustania zarazy, która nękała mieszkańców stolicy.

Również z terenów naszej diecezji drohiczyńskiej jakże wiele osób tak dawniej, o czym świadczą różne zapiski, jak i w czasach nam współczesnych, pokonywało w trudzie długi szlak do Tronu Królowej Polski, aby wypełnić złożoną obietnicę. Przykładem niech będzie pewien mężczyzna ze wsi Brzuza w parafii Jerzyska, który przed kilkudziesięciu laty sam podążał pieszo do Częstochowy, dźwigając drewniany krzyż, co wcześniej obiecał, gdy wzywał wstawiennictwa Matki Najświętszej, prosząc o zdrowie dla chorej żony.

Wśród tych różnych, najczęściej bardzo osobistych przyrzeczeń, składanych Bogu przez ręce Maryi, dwa zajmują szczególne miejsce w dziejach i w sercach Polaków: Śluby Królewskie, złożone w 1656 r. we Lwowie przez króla Jana Kazimierza i Jasnogórskie Śluby Narodu z 1956 r., przygotowane przez uwięzionego wówczas Czcigodnego Sługę Bożego Stefana Wyszyńskiego, a przyrzeczone przez milionową rzeszę wiernych, zgromadzonych w duchowej Stolicy naszej Ojczyzny.

Dlaczego te śluby zostały złożone Matce Bożej, tak odpowiada nam Prymas Tysiąclecia: „Taka jest wola Boga w Polsce, że On wolę swoją, moc i potęgę objawia przez Matkę Chrystusową. Trzeba w to mocno wierzyć, najwyraziściej ujawniać i ukazywać przed Ludem Bożym. Idzie o to, aby wszyscy zrozumieli, że to jest tajemnica Boża, wola i moc Boga, który w Polsce chce działać przez Panią Jasnogórską, «daną jako pomoc ku obronie Narodu Polskiego», ku obronie Kościoła świętego
w Polsce, ku obronie duszy Narodu i jego chrześcijańskiej kultury” (Jasna Góra, 1973 r.).

Te drugie Śluby dlatego zostały złożone, bo przez trzy wieki nie dopełniono pierwszych. Pogłębione duchowo i dostosowane do nowych warunków, wciąż są aktualne – nie tylko w swej treści, ale przede wszystkim do spełnienia.

Oba ślubowania miały miejsce w obliczu ciężkich doświadczeń. Dzisiaj, gdy wraz z całym światem przeżywamy trudną sytuację z powodu epidemii, jako dzieci Matki niebieskiej i poddani Królowej Polski, spróbujmy odczytać to jako znak, aby przypomnieć sobie owe złożone niegdyś obietnice. Może właśnie po to zostało nam dane to duchowe pielgrzymowanie. I niech nas nie zniechęcają różnego rodzaju ograniczenia, bo tu znów podpowiada nam Kardynał Wyszyński: „Trzeba z pełnym zrozumieniem planów Bożych wykorzystywać dane łaski i siły. Jasna Góra musi mieć dłuższe ramiona, by dosięgnąć wszędzie, gdzie jest władztwo Królowej Polski…” (Komańcza, 1956 r.).

 

II

CÓRKA NARODU WYBRANEGO

Maryja zapowiedziana w Starym Testamencie

Najświętsza Maryja Panna pojawia się w Nowym Testamencie, ale zapowiedź tej wyjątkowej Niewiasty i jej roli w Dziele Zbawienia została zapowiedziana już w proroctwach i wydarzeniach Starego Przymierza. Amerykański teolog Scott Hahn pisze w książce pt. Maryja. Mama i Królowa: „W Starym Testamencie istnieje mnóstwo figur [zapowiedzi] Matki Bożej. Odnajdujemy je w Ewie, matce wszystkich żyjących; w Sarze, żonie Abrahama, która poczęła swoje dziecko w cudowny sposób; w królowej-matce z monarchii dawidowej, która wstawiała się za swoim ludem; i w wielu innych miejscach (np. Anna, matka Samuela czy królowa Estera)”.

Pochylając się podczas duchowego udziału w pielgrzymce jasnogórskiej nad treścią naszych narodowych obietnic wobec Matki Najświętszej z 1956 r., nie możemy zapomnieć o tych pierwszych, złożonych niegdyś przez Jana Kazimierza. Jak – będąc Ludem Nowego Przymierza w Kościele Chrystusowym – nie zapominamy o Starym Testamencie, w którego świetle wyrosła przecież Maryja, tak – jako dzieci Narodu Polskiego – starając się wypełnić Śluby Jasnogórskie, winniśmy też pamiętać o Ślubach Królewskich, które były natchnieniem dla Prymasa Tysiąclecia do napisania nowych.

Można dostrzec pewną analogię między obu częściami Pisma Świętego i naszymi Ślubami, lecz jednocześnie wiodą one niejako w odwrotnych kierunkach. W Biblii Stary Testament to Przymierze jednego Narodu Wybranego i dopiero w Nowym rozszerza się ono na wszystkie ludy świata. Śluby z kolei dotyczą jednego narodu – Polaków – dopiero w ich nowej formule, przygotowanej przez Prymasa Tysiąclecia. Z kolei akt, złożony wcześniej przez monarchę, obejmował całą dawną Rzeczpospolitą, zamieszkałą przez ludzi różnych religii i języków. Jan Kazimierz wówczas wołał: „Wielka człowieczeństwa Boskiego Matko i Panno! (…) Mnie, Królestwo moje Polskie, Wielkie Księstwo Litewskie, Ruskie, Pruskie, Mazowieckie, Żmudzkie, Inflanckie i Czernihowskie, wojsko obojga narodów i pospólstwo wszystko Twojej osobliwej opiece i obronie polecam...”. Tekst przyrzeczenia powtórzył po królu podkanclerzy koronny bp Andrzej Trzebicki, zaznaczając iż czyni to w imieniu „wszystkich ludów” – jednej wspólnoty rozległego państwa.

Stąd dla nas – chcących wypełnić nowe śluby, ale pamiętających przy tym o starych – płynie szczególne przesłanie: w zmaganiu się z naszymi wadami narodowymi, obecnymi tak w życiu osobistym, jak i społecznym, mamy walczyć nie tylko dla siebie, ale także z myślą o prawdziwym szczęściu innych.

My – dzieci Maryi – w pierwszym rzędzie powinniśmy zadbać o właściwe relacje z najbliższymi oraz z tymi, których spotykamy na co dzień. Dalej przekłada się to na stosunek do innych narodów, zwłaszcza tych, z którymi Opatrzność Boża połączyła nas niegdyś w jedną rodzinę – Litwinami
 i Łotyszami, Ukraińcami i Białorusinami oraz rozsianymi wśród nas przez wieki Ormianami i Żydami. Wszak wszyscy już dawno zostaliśmy razem zawierzeni Maryi – Córze Izraela i Matce Kościoła,
z którym trwała w dniu Pięćdziesiątnicy, gdy Dobrą Nowinę usłyszeli ludzie różnych języków.

Jak to w rodzinie: nie zawsze łatwo i nie wszystko od nas zależy. Ale trzeba próbować spojrzeć na innych wzrokiem, jakim patrzy na nas Królowa z Jasnogórskiej Ikony.

Dobrze odczytała to bł. Marta Wołowska z grona 108 Polskich Męczenników z II wojny światowej, przez kilka lat przełożona klasztoru Sióstr Niepokalanek w Wirowie nad Bugiem, kształcąca tu zastępy nauczycieli. Wcześniej pracowała na Wołyniu. Tam zapowiedziała, że jeśli niektórzy nasi rodacy nie zmienią postępowania wobec Rusinów, w następnym pokoleniu ta ziemia spłynie polską krwią niewinnych. Chcąc temu zapobiec, wszystkich traktowała z tą samą dobrocią. Wojna zastała ją
w Słonimiu (dziś na Białorusi). Tam poniosła śmierć męczeńską za pomaganie ludności żydowskiej. Nie żałowała tego, co robiła, bo wpatrzona w Niepokalaną wierzyła, że dobro przemienia świat. Dlatego mawiała: „Trzeba tylko zacząć…”.

 

III

SŁUŻEBNICA PAŃSKA

Maryja w Nowym Testamencie

Słusznie mówimy o Maryi, powtarzając za nauką Soboru Watykańskiego II, iż „zajmuje [Ona] pierwsze miejsce wśród pokornych i ubogich Pana, którzy z ufnością oczekują od Niego zbawienia
i go dostępują” (KK 55). Pamiętamy pouczenie Chrystusa: „Kto by chciał stać się wielkim między wami, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszy między wami, niech będzie niewolnikiem waszym…” (Mt 20,28). Dlatego też św. Jan Paweł II w swej encyklice o Matce Odkupiciela pisze: „Chociaż, przez wiarę, poczuła się Matką «Mesjasza króla», to przecież odpowiedziała: «Oto Ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa!»” (RM 15).

Śledząc uważnie wydarzenia z życia Maryi, opisane w Nowym Testamencie, we wszystkich zauważymy Jej postawę służby: od anielskiego zwiastowania, przez nawiedzenie Elżbiety, poświęcenie się przychodzącemu na świat Życiu w Betlejem, a potem ucieczkę do Egiptu, by to Życie ratować; przez dyskretną pomoc nowożeńcom w Kanie i obecność przy konającym Synu, aż do trwania z Jego uczniami w dniu Pięćdziesiątnicy.

We różnych odsłonach z życia Niewiasty z Nazaretu, przebija to, co jest nieodzowne w autentycznej postawie służby: wierność i ofiara. Jest to trudne, ale możliwe, czego uczy nas właśnie Maryja, która pierwsza wkroczyła na drogę Nowego Przymierza.

Tradycja pierwszych chrześcijan przekazuje, że już w dzieciństwie Najświętsza Panna została ofiarowana przez rodziców na służbę przy Świątyni jerozolimskiej. Ale wyznaniem wobec Gabriela Maryja dokonała czegoś więcej – była już nie tylko darem dla Boga, danym przez świętych Joachima i Annę; Ona sama „ofiarowała się” Panu – świadomie zawarła z Nim przymierze, czyniąc dar z siebie.

Śladami pierwszej Służebnicy Pańskiej poszła bł. Zofia Czeska z Krakowa, żyjąca na przełomie wieków XVI i XVII. Dochowała wierności mężowi, który biorąc udział w częstych wówczas wojnach, rzadko przebywał w domu. Gdy owdowiała w młodym wieku, samą siebie ofiarowała Bogu, a swój majątek przeznaczyła na instytut edukacyjny dla dziewcząt w Krakowie. Szczególnie troszczyła się
 o sieroty. Z grona wychowanek zorganizowała potem wspólnotę, dając jej nazwę „Prezentek” – Sióstr Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny. Niedługo po śmierci bł. Zofii nowe zgromadzenie zakonne zatwierdziła Stolica Apostolska. Stało się to w 1658 r. – dwa lata po złożeniu przez Jana Kazimierza Ślubów Królewskich. W dziele polskiej błogosławionej brzmi duch naśladowania Matki Bożej w jej postawie służby Bogu i ludziom – z wiernością i oddaniem siebie.

To samo trzysta lat później wielki Polak – Czcigodny Sługa Boży Stefan Wyszyński zawarł
w pierwszych słowach Jasnogórskich Ślubów Narodu:

„Wielka Boga-Człowieka Matko, Bogarodzico Dziewico, Bogiem sławiona Maryjo Królowo świata i Polski Królowo!

Gdy upływa trzy wieki od radosnego dnia, w którym zostałaś Królową Polski, oto my, dzieci Narodu Polskiego i Twoje dzieci, krew z krwi przodków naszych, stajemy znów przed Tobą, pełni tych samych uczuć miłości, wierności i nadziei, jakie ożywiały ongiś Ojców naszych. My, Biskupi Polscy i Królewskie Kapłaństwo, lud nabyty Zbawczą Krwią Syna Twego, przychodzimy Maryjo znów do Tronu Twego, Pośredniczko Łask Wszelkich, Matko Miłosierdzia i wszelkiego pocieszenia.

Przynosimy do stóp Twoich całe wieki naszej wierności Bogu, Kościołowi Chrystusowemu – wieki wierności szczytnemu posłannictwu Narodu, obmytego w wodach Chrztu świętego. Składamy
u stóp Twoich siebie samych i wszystko, co mamy: rodziny nasze, świątynie i domostwa, zagony polne i warsztaty pracy, pługi, młoty i pióra, wszystkie wysiłki myśli naszej, drgnienia serc i porywy woli…”.

 

IV

DZIEWICA WSPOMOŻYCIELKA

Wstawiennictwo Maryi

„Kiedy trwoga, to do Boga!” – głosi powiedzenie. Od wieków ludzie przyciśnięci chorobą, klęską żywiołową lub innym nieszczęściem, bardziej przypominają sobie o Stwórcy, a gdy zaczyna się im lepiej powodzić, znika wdzięczność wobec Najwyższego. Przykładów znajdziemy wiele – wystarczy sięgnąć do starotestamentalnej Księgi Sędziów, gdzie opisano jak Naród Wybrany wielokrotnie zapominał o przymierzu z jedynym Bogiem i dopuszczał się bałwochwalstwa. Dopiero uciemiężenie ze strony wrogów powodowało, że Izraelici wracali do Pana.

Podobne zjawiska obserwujemy w każdej epoce, także w czasach nam współczesnych, chociażby podczas trudnego doświadczenia epidemii. Oczywiście w takich sytuacjach uwidaczniają się różne postawy: od pretensji do Boga i zwątpienia w Jego moc, po gorącą prośbę o pomoc i ożywienie wiary.

Skutkiem pierwszej bywa oziębłość religijna, natomiast pamięć o owocach zaufania w Bożą opiekę oraz w orędownictwo świętych, zwłaszcza Maryi, trwa nawet przez pokolenia. Takie były początki wielu sanktuariów, jak np. w Ostrożanach, gdzie słynący łaskami obraz Matki Bożej stał się bardziej znany, gdy na początku XVIII w. grasująca w okolicy zaraza ominęła tę parafię. Z kolei w powstałych prawie 300 lat temu zapisach doznanych cudów w Miedznie, Skrzeszewie i Topczewie, skrzętnie notowano, iż dokonywało się to po wezwaniu pomocy Niepokalanej Dziewicy z Nazaretu.

Zaufanie chrześcijan w skuteczność orędownictwa Maryi pięknie wyraził św. Bernard z Clairvaux
w powszechnie znanej modlitwie: „Pomnij, o Przenajświętsza Panno Maryjo, że nigdy nie słyszano, abyś opuściła tego, kto się do Ciebie ucieka, Twej pomocy przyzywa, Ciebie o przyczynę prosi…”.

Podobną miłością do Matki Najświętszej i przekonaniem o Jej wsparciu w różnych potrzebach wykazał się polski święty z XV w. – Szymon z Lipnicy. Jeden z jego hagiografów zapisał: „Któż wypowie i wysłowi jego nabożeństwo ku Przeczystej Dziewicy?”. Szymon wyniósł to z domu rodzinnego oraz z zakonu bernardynów, do którego należał, ale w zawierzeniu Maryi wyraźnie się wyróżniał. Była też dla niego wzorem życia wewnętrznego, szczególnie w cnocie czystości, w której starał się jak najdokładniej naśladować Niepokalaną, prosząc w modlitwach o Jej wsparcie.

Świątobliwe życie w klasztorze obok królewskiego Wawelu nasz święty zakończył podczas epidemii, która w 1482 r. ogarnęła Kraków. „Kiedy wielu w tym czasie zwątpiło w dobroć Boga, a nawet miotało różne bluźnierstwa, św. Szymon – jak podają źródła – przyjął ten dopust Boży sercem spokojnym
i poddanym całkowicie woli Bożej”. Podczas moru spieszył z sakramentami i słowem pociechy dla cierpiących. Ratując innych, ofiarował samego siebie, nie bojąc się śmierci. Zakaźna choroba dopadła go w oktawę święta Nawiedzenia Matki Bożej i po kilku dniach – 18 lipca – umarł, wpatrzony w krzyż Jezusa, Syna Maryi.

Głęboką wiarę w opiekę Matki Bożej podzielali właściwie wszyscy święci i błogosławieni Narodu Polskiego. W tak bogate dziedzictwo wpisał się także Prymas Stefan Wyszyński, który wyraził to
w kolejnym fragmencie Jasnogórskich Ślubów Narodu:

„Stajemy przed Tobą pełni wdzięczności, żeś była nam Dziewicą Wspomożycielką wśród chwały
i wśród straszliwych klęsk tylu potopów. Stajemy przed Tobą pełni skruchy, w poczuciu winy, że dotąd nie wypełniliśmy ślubów i przyrzeczeń ojców naszych.

Spojrzyj na nas, Pani Łaskawa, okiem Miłosierdzia Twego i wysłuchaj potężnych głosów, które zgodnym chórem rwą się ku Tobie z głębi serc wielomilionowych zastępów oddanego Ci Ludu Bożego.

Królowo Polski, odnawiamy dziś Śluby przodków naszych i Ciebie za Patronkę naszą i za Królowę Narodu Polskiego uznajemy. Zarówno siebie samych, jak wszystkie ziemie polskie i wszystek Lud polecamy Twojej szczególnej opiece i obronie…”.

 

V

BOGURODZICA

Przyjęcie i poszanowanie daru życia

Na starym szlaku, wiodącym ku Jasnej Górze z Mazowsza i Podlasia, jest miejsce bliskie serom czcicieli Maryi. To Gidle – nieduża osada, gdzie ojcowie dominikanie strzegą maleńkiej figurki Matki Bożej z Dzieciątkiem, wyoranej tu ponad cztery wieki temu i odtąd  sławnej z powodu cudów, otrzymanych za przyczyną Bogurodzicy. Również Piesza Pielgrzymka Drohiczyńska zatrzymuje się w tym sanktuarium. Wiele par, w drodze do Częstochowy, tu właśnie zawarło sakrament małżeństwa, a jeszcze więcej uprosiło u Boga – przez orędownictwo Maryi – dar potomstwa, nowego życia.

Dziewica z Nazaretu przez swą pokorną wiarę została wybrana na Matkę Syna Bożego, ale dokonało się to także przy udziale jej wolnej woli – zgodziła się przyjąć pod swoje serce nowe Życie, bo taka była wola Najwyższego. Dlatego już starożytni Ojcowie Kościoła widzieli w Niej „nową Ewę”, podkreślając zasadniczą różnicę: pierwsza Ewa, chociaż otrzymała miano „Matki żyjących”, przez nieposłuszeństwo Bogu przyniosła światu śmierć; Maryja, posłuszna swemu Stwórcy, mimo spodziewanych z tego powodu problemów, dała ludzkości prawdziwe Życie.

Religią życia – doczesnego i wiecznego – jest chrześcijaństwo. To nie przypadek, że dwa główne święta w Kościele odnoszą się do tych dwóch „spojrzeń” na życia ludzkie: Boże Narodzenie podkreśla jego wyjątkowość na ziemi, zaś Zmartwychwstanie Pańskie otwiera nasz umysł i wolę na rzeczywistość nadprzyrodzoną. W takiej perspektywie życie ziemskie jawi się jako podporządkowane naszemu prawdziwemu celowi w wieczności, ale jednocześnie tu, w doczesności, stanowi ono najwyższą wartość i to od momentu zaistnienia.

W obliczu wzmagających się ideologii, które w imię fałszywej wolności gardzą życiem, najbardziej bezbronnym u jego początków oraz gdy słabnie z powodu chorób i starości, jakże wymowne są słowa Kardynała Stefana Wyszyńskiego: „Jeśli najbardziej niewinne i bezbronne dziecko nie może czuć się bezpiecznie w jakimś społeczeństwie, wówczas już nikt bezpiecznie czuć się w nim nie może!”.

Tej własności Boga – życiu doczesnemu i wiecznemu – służyła bł. Celina Borzęcka, żyjąca
w trudnym czasie niewoli narodowej. Pochodziła z ziemiańskiego rodu spod Mohylewa i właściciel dworu pod Grodnem został jej wybrany na męża. Ona sama myślała o życiu zakonnym, ale biorąc za przykład Maryję z Nazaretu, posłuszną woli Boga, zgodziła się z planami rodziców. Mąż, Józef, okazała się nie tylko troskliwym ojcem rodziny i gospodarzem, ale prawdziwym przyjacielem. Razem znosili radości i smutki. Doczekali się czworga dzieci, ale obok radości nowego życia, trzeba było znosić również ból śmierci. Ta dotykała ich nader często, zwłaszcza w pierwszych latach małżeństwa – w krótkim czasie odeszli z tego świata: kochany przez Celinę teść oraz jej matka i siostra. Zmarli też jako niemowlęta synek i córeczka. 15 lat po ślubie nadeszło kolejne cierpienie – mąż doznaje paraliżu. Przez 5 lat przyszła błogosławiona otacza go troskliwą opieką, nieraz do utraty sił, aby każdy dzień życia w chorobie uczynić mu lżejszym. Po jego śmierci i wychowaniu córek, z młodszą z nich – Jadwigą – obrały drogę życia zakonnego i założyły w Rzymie nową wspólnotę. Zgromadzenie otrzymało nazwę Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego, bo jego zadaniem jest służyć życiu – tak doczesnemu, jak i wiecznemu.

W to dzieło służby życiu wpisuje się także Prymas Tysiąclecia, który w kolejnej części Ślubów Jasnogórskich zwraca się do Maryi:

„Święta Boża Rodzicielko i Matko Dobrej Rady! Przyrzekamy Ci z oczyma utkwionymi w żłóbek Betlejemski, że odtąd wszyscy staniemy na straży budzącego się życia. Walczyć będziemy w obronie każdego dziecięcia i każdej kołyski równie mężnie, jak ojcowie nasi walczyli o byt i wolność Narodu, płacąc obficie krwią własną. Gotowi jesteśmy raczej śmierć ponieść, aniżeli śmierć zadać bezbronnym. Dar życia uważać będziemy za największą łaskę Ojca Wszelkiego Życia i za najcenniejszy skarb Narodu…”.

 

VI

ŚWIĄTYNIA BOGA

Być w stanie łaski uświęcającej

Jednym ze skarbów polskiej pobożności są Godzinki o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Śpiewali je królowie i żołnierze, magnaci i prości wieśniacy, wierni świeccy i osoby duchowne. Godzinki te znalazły miejsce nawet w polskiej literaturze, sztuce i filmie. Niewiele jednak brakowało, aby z czasem o nich zapomniano. Ocalili je polscy biskupi z Prymasem Stefanem Wyszyńskim na czele oraz jasnogórscy pielgrzymi. W latach siedemdziesiątych XX w. nasz Episkopat polecił, aby
w niedziele śpiewać je w kościołach, zaś pątnicy czynili to, idąc do Tronu Królowej Polski.

Prawda o Niepokalanym Poczęciu Maryi w Kościele była żywa od wieków. Pod tym wezwaniem budowano świątynie, malowano obrazy i zakładano bractwa, jak np. w XVII w. w Drohiczynie. Czasem samo określenie rozumiano błędnie. Aby rozwiać niejasności w 1854 r. papież bł. Pius IX uroczyście ogłosił naukę Kościoła w tej kwestii. W wydanej przez niego bulli czytamy: „Najświętsza Maryja Panna od pierwszej chwili swego poczęcia – mocą szczególnej łaski i przywileju wszech-mogącego Boga, mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego – została zachowana jako nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego…”.

Tytuły, jakimi Najświętsza Panna została obdarzona w naszych Godzinkach, najczęściej mają odniesienie do Starego Testamentu. Jeden z nich, w którym Maryja została nazwana «Świątynią Boga», wprost nawiązuje do budowli, wzniesionej w Jerozolimie przez króla Salomona. Oddawano
w niej cześć prawdziwemu Stwórcy. Było to miejsce wybrane: w jego wnętrzu spoczęła Arka Przymierza z kamiennymi tablicami Dekalogu czyli słowem Boga oraz manna, jaką Pan karmił Izraelitów podczas wędrówki do Ziemi Obiecanej. We wnętrzu Maryi, pod jej sercem, spoczęło żywe, wcielone Słowo Boga – Chrystus Pan. Jego prawdziwe Ciało jest pokarmem, danym Kościołowi za pokarm w ziemskiej drodze do niebieskiej Ojczyzny, obiecanej Ludowi Nowego Przymierza. Dlatego Matkę Najświętszą można porównać do żywej świątyni, w której zamieszkał sam Bóg.

Ale On uczynił to w konkretnym celu. Św. Paweł Apostoł pisze do ochrzczonych: „Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży w was mieszka?” (1 Kor 3,16). Odziedziczyliśmy nieszczęsny spadek grzechu pierworodnego, ale otrzymaliśmy też oczyszczający dar chrztu; uzyskaliśmy stan łaski uświęcającej. I w nas może zamieszkać Chrystus w Eucharystii – w swoim Ciele i w swojej Krwi.

Dotknięci wcześniej pierworodną skazą, niestety możemy stan łaski utracić, lecz Pan pozwala ją odzyskać w sakramencie pokuty. Jako narzędzia do dawania siebie ludziom w Najświętszym Sakra-mencie, jak i do rozgrzeszania, wybrał sobie niektórych do posługi w kapłaństwie sakramentalnym. Jeśli więc chcemy – na wzór Maryi – być świątynią Boga, musimy troszczyć się o powołania kapłań-skie; aby świat nie zgłuszył głosu Pańskiego w sercach wezwanych do tej służby. Trzeba też przyzywać wsparcia Maryi, aby ci, którzy odpowiedzieli Chrystusowi «Tak!», dobrze wypełnili tę służbę.

O Jej skutecznej pomocy dla kapłanów świadczy osoba bł. Jerzego Matulewicza, odnowiciela zakonu Niepokalanego Poczęcia Maryi Panny, tj. marianów. Jako biskup wileński 100 lat temu apostołował we wschodniej części naszej diecezji. Mimo iż niektórzy byli do niego uprzedzeni, wiele serc ożywił Bożą miłością. Dla niego – jak pisał – pierwszą bronią w zmaganiach z „duchem świata” była Eucharystia. Nie szczędził też czasu na posługę w konfesjonale.

Ta duchowość eucharystyczno-maryjna ożywiała serce Kardynała Stefana Wyszyńskiego, każąc mu zwracać się w Ślubach:

„Matko Łaski Bożej! Przyrzekamy Ci strzec w każdej duszy polskiej daru łaski, jako źródło Bożego życia. Pragniemy, aby każdy z nas żył w łasce uświęcającej i był świątynią Boga, aby cały Naród żył bez grzechu ciężkiego, aby stał się Domem Bożym i Bramą Niebios dla pokoleń wędrujących przez polską ziemię – pod przewodnictwem Kościoła katolickiego – do wiecznej Ojczyzny…”.

 

VII

PANNA WIERNA

Tak jak Maryja uczestniczyć w dziele Odkupienia

Wierność to piękne słowo, które powinno budzić pozytywne odczucia… Ale czy dzisiaj rzeczywiście wierność stanowi jakąś wartość? Słowo to pada podczas przysięgi małżeńskiej, a jakże często nie jest traktowane poważnie. Można tłumaczyć, że bycie wiernym czy wierną do końca to zbyt trudne. Tymczasem nieżyjący już dominikanin, o. Joachim Badeni, napisał: „Słaby, grzeszny człowiek jest przez Boga wezwany do wierności. Wierność polega na tym, że pójdę do kościoła, że będę się modlił, mimo że mi się nie chce. Ale zrobię to dla Jezusa…”.

Jako należący do wspólnoty Kościoła określani jesteśmy mianem «wiernych», czyli wyznających katolicką wiarę. Ale wierność Bogu to nie tylko uznanie, że On jest. Św. Jakub uczy w swym Liście: „Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz – lecz także i złe duchy wierzą i drżą” (Jk 2,19). Wierność dzieci Kościoła to wytrwanie w Jego woli, zwłaszcza wtedy, gdy piętrzą się przeciwności.

Maryja – Pierwsza Chrześcijanka, jak Ją nazwał św. Paweł VI – to dla nas pierwszy wzór wierności. Już w Litanii Loretańskiej, sięgającej średniowiecza, tytułowano Niepokalaną mianem «Panny wiernej». Mówiąc o wierności Matki Bożej, przede wszystkim ukazuje się Jej obecność na Kalwarii. Tak też uczy Sobór Watykański II: „Błogosławiona Dziewica szła naprzód w pielgrzymce wiary i utrzymała wiernie swe zjednoczenie z Synem aż do krzyża, przy którym nie bez postanowienia Boga stanęła” (KK 58).

Św. Jan Paweł II poszerza tę perspektywę i stwierdza: „W pielgrzymowaniu aż do stóp krzyża dokonało się równocześnie Jej macierzyńskie współdziałanie z całym posłannictwem Zbawiciela,
z Jego dziełem i z Jego cierpieniem. Na drodze takiej współpracy z dziełem Syna-Odkupiciela samo macierzyństwo Maryi ulegało jakby swoistemu przeobrażeniu, wypełniając się coraz bardziej «żarliwą miłością» do wszystkich, do których posłannictwo Chrystusa było zwrócone. (…) Jeśli żadne «stworzenie nie może być nigdy stawiane na równi ze Słowem Wcielonym i Odkupicielem», to równocześnie «jedyne pośrednictwo Odkupiciela nie wyklucza, lecz wzbudza u stworzeń rozmaite współdziałanie, pochodzące z uczestnictwa w jednym źródle»” (RM 38-39). Współdziałanie Maryi
z Bogiem w Dziele Odkupienia nie kończy się na towarzyszeniu Synowi na Golgocie. Potem wypełnia Testament, otrzymany pod Krzyżem: „Oto syn Twój!”. Stąd Jej obecność w Wieczerniku, razem
z uczniami Jezusa i ciągłe wspieranie Kościoła, którego stała się Matką.

Szlakiem wierności, wytyczonym Maryję, poszło wiele osób. Do nich należy bł. Janina Szymkowiak. Zdolna i wykształcona, porzuciła wszystko i wstąpiła do Sióstr Serafitek, otrzymując imię: Sancja. Hasło wspólnoty – „Wszystko dla Jezusa przez bolejące Serce Maryi” – wypełniała przez wyjątkową wierność regule zakonnej. Ostatnie lata krótkiego życia spędziła w Poznaniu; najpierw opiekowała się dziećmi biednych robotników, a potem została skierowana do apteki. Trudne warunki bytowe sióstr po nastaniu okupacji niemieckiej, spowodowały nawrót gruźlicy. Zmarła w 1942 r., mając 32 lata. Do końca była wierna swej życiowej dewizie: „Być tak, jak Bóg chce…”.

Można śmiało stwierdzić, że już wtedy realizowała to, co kilkanaście lat później Prymas Wyszyński zawarł w Jasnogórskich Ślubach:

„Pomnij Matko, Dziewico, przed Obliczem Boga, na oddany Tobie Naród, który pragnie nadal pozostać Królestwem Twoim pod opieką Najlepszego Ojca wszystkich narodów ziemi!

Wzywamy pokornie Twej pomocy i miłosierdzia w walce o dochowanie wierności Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, Kościołowi świętemu i jego Pasterzom; Ojczyźnie naszej – Chrześcijańskiej Przedniej Straży, poświęconej Twojemu Sercu Niepokalanemu i Sercu Syna Twego. Przyrzekamy uczynić wszystko, co leży w naszej mocy, aby Polska była rzeczywistym królestwem Twoim
i Twojego Syna, poddanym całkowicie pod Twoje panowanie, w życiu naszym osobistym, rodzinnym, narodowym i społecznym…”.

 

VIII

NIEWIASTA OBLECZONA W SŁOŃCE

Kroczyć drogą ku niebu

Bardzo zatroskany był Sługa Boży Stefan Wyszyński o to, jaką drogę obierze jego Naród. Pragnąc, aby Polacy nie zbłądzili, nie narazili się na utratę nieba, podkreślił to w Ślubach Jasnogórskich:

„Zwierciadło Sprawiedliwości! – czytamy w ich kolejnym fragmencie. – Wsłuchując się
w odwieczne tęsknoty Narodu, przyrzekamy Ci kroczyć za Słońcem Sprawiedliwości – Chrystusem, Bogiem naszym. Przyrzekamy usilnie pracować nad tym, aby w Ojczyźnie naszej wszystkie Dzieci Narodu żyły w miłości i sprawiedliwości, w zgodzie i pokoju, aby wśród nas nie było nienawiści, przemocy i wyzysku. Przyrzekamy dzielić się między sobą ochotnie plonami ziemi i owocami pracy, aby pod wspólnym dachem Domostwa naszego nie było głodnych, bezdomnych i płaczących…”.

Prymas Tysiąclecia wytycza nasz szlak wędrówki przez ziemię: mamy kroczyć za Chrystusem – Słońcem Sprawiedliwości. Podobnie – jako „z wysoka Wschodzące Słońce” – uwielbia Zbawiciela Kościół święty, gdy każdego ranka podczas Jutrzni wyśpiewuje Kantyk Zachariasza. Słońce pojawia się też w jednej z wizji św. Jana Apostoła, opisanej w Księdze Apokalipsy, gdzie czytamy:

„Potem wielki znak ukazał się na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12,1). W tej postaci w pierwszym rzędzie widzimy cały Kościół, ale dostrzegamy także Tę pierwszą w Kościele – Maryję. Św. Bernard, poruszony tym obrazem pisał: „Nie dziwimy się, że Ona ubrana jest w słońce, ponieważ weszła w tajemnicę Bożej mądrości głębiej, niż ktokolwiek inny” (De Beata Virgine, 2).

Ów fragment Apokalipsy jest czytany podczas liturgii w dniu Wniebowzięcia Matki Bożej. Prawdę o tak wzniosłym uwieńczeniu ziemskiego życia Niepokalanej wyznawano od wieków, ale dopiero
w 1950 r. została sformułowana i ogłoszona jako dogmat przez papieża Piusa XII. Ojciec święty stwierdził wtedy: „Niepokalana Bogarodzica, zawsze Dziewica, Maryja, po zakończeniu biegu życia ziemskiego, została z ciałem i duszą wzięta do niebieskiej chwały”.

Tu pojawia się czasem pytanie: Czy jest możliwe, że Matka Boża doświadczyła cielesnej śmierci? Orzeczenie Piusa XII tego jednoznacznie nie potwierdza, ani też nie zaprzecza. A przecież od wieków w Kalwarii Zebrzydowskiej celebruje się „procesję pogrzebu Maryi”, zaś w słynnym ołtarzu Wita Stwosza w Krakowie, w centrum jest przedstawione Jej «Zaśnięcie». Na to odpowiedział w jednej
z katechez w 1997 r. św. Jan Paweł II: „Po rozważeniu przeznaczenia Maryi i Jej stosunku do boskiego Syna, słuszna wydaje się odpowiedź twierdząca: skoro umarł Chrystus, trudno byłoby zaprzeczać śmierci Jego Matki. (…) Doświadczenie śmierci wzbogaciło osobę Maryi Panny, mając na uwadze, że w powszechnym losie ludzi potrafi Ona z większą skutecznością otaczać swym duchowym macierzyństwem tych, którzy przeżywają ostatnią godzinę życia”.

Wiele osób w ciągu ziemskiego życia starało się podążać śladami Matki Bożej. Do takich należał niewątpliwie św. Jacek Odrowąż. Pieszo przemierzył wiele dróg, aby głosić Chrystusa – tak jak Maryja. Nawet na wizerunkach jest przedstawiany, gdy idzie, w jednej ręce trzymając Najświętszy Sakrament, a w drugiej figurę Bogurodzicy. Zdarzyło się też, że podczas modlitwy ukazała mu się Maryja, zapewniając o swoim orędownictwie. Było to 15 sierpnia – w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Panny. Kilka lat później, także 15 sierpnia, w wielkim spokoju ducha zakończył swoją ziemską wędrówkę.

Cytowany już św. Jan Paweł II, swą ostatnią na ziemi uroczystość Wniebowzięcia Maryi przeżywał w sanktuarium w Lourdes. Wypowiedział wtedy takie słowa: „Jezus rzekł: «A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem»
(J 14,3). Maryja stanowi gwarancję spełnienia się obietnicy Chrystusa. Jej Wniebowzięcie staje się dla nas znakiem niezachwianej nadziei i pociechy. Idźcie z Maryją drogą pełnej realizacji waszego człowieczeństwa!”.

do góry
Copyright © Parafia Podwyższenia Krzyża Świętego w Hajnówce 2011